Szukam łatwego sposobu na tłumaczenie tekstu osadzonego w obrazach. Mam kilka zdjęć z zagranicznymi znakami i dokumentami, ale nie mogę znaleźć wiarygodnego narzędzia, które dokładnie przetłumaczy je na polski. Jeśli ktoś zna dobry tłumacz obrazów lub aplikację, byłbym bardzo wdzięczny za polecenia.
O rany, trzymaj się mocno — witaj w szalonym świecie tłumaczenia obrazu na tekst, czyli „Czemu to nie jest tak proste jak zeskanowanie kodu kreskowego?”. Twój telefon POTRAFI robić niesamowite rzeczy, ale najwyraźniej przeczytanie znaku po włosku i powiedzenie Ci, co to znaczy po polsku, bez roku domysłów? Jeszcze nie, ale już prawie!
Najpierw spróbuj Oka Google. To jest wbudowane w aplikację Zdjęcia Google (i jako osobna aplikacja na Androidzie) i to prawdziwy jednorożec jeśli chodzi o tłumaczenie tekstu z obrazów. Otwórz zdjęcie, stuknij ikonę Oka Google i — jeśli gwiazdy się ułożą — tekst zostanie wykryty, podświetlony, a Ty możesz go przetłumaczyć. Dokładność? Nie zawsze idealna, ale jest błyskawicznie. Czasami „La Porta Aperta” zamienia się w „Otwarta Fabryka Bananów”, jeśli zdjęcie jest nieostre, ale cóż, takie życie.
Na iPhone’ach stuknij ten mały przycisk „zeskanuj tekst”, jeśli masz iOS 15+. Przytrzymaj palec na tekście na zdjęciu — zaznaczy się i możesz użyć wyskakującego tłumaczenia. Super, jeśli działa, mega frustrujące, gdy Twój znak jest napisany kursywą lub jest dziwne oświetlenie.
Dedykowane aplikacje, jak Tłumacz Microsoftu, Tłumaczę, czy nawet Yandeks mają rozpoznawanie tekstu (OCR) z tłumaczeniem, ale szczerze mówiąc, wszystkie korzystają z tego samego rozwiązania, a małe czcionki albo ozdobne litery mogą je wyprowadzić w pole. Nic nie jest idealne, ale przy wyraźnym zdjęciu i popularnym języku osiągniesz 80% skuteczności.
Dla dłuższych dokumentów wrzuć obraz do Skanera Adobe albo Oka Office najpierw, zamień na tekst lub PDF, a potem wklej do DeepL lub Tłumacza Google online — wtedy będzie precyzyjniej. Jasne, to dodatkowy krok, ale jakość tłumaczenia rośnie wyraźnie.
Podsumowując: wyraźne zdjęcie, żadnych dziwnych czcionek czy cieni, trzymaj się popularnych języków i tłumaczenie sprawdzi się przy znakach, menu czy dokumentach. Tylko nie ufaj temu w ciemno przy sprawach prawnych czy medycznych, chyba że chcesz przypadkiem zamówić trzy pizze z kałamarnicą gdzieś na włoskiej prowincji.
Bądźmy szczerzy, to całe tłumaczenie tekstu z obrazów – na tych promocyjnych filmikach wygląda tak płynnie, ale w rzeczywistości jest tak „gładkie” jak próba wydobycia keczupu ze szklanej butelki. Widziałem, co wrzucił @kakeru i tak, Oko Google i iTelefonowa funkcja skanowania tekstu są w porządku… dopóki, wiesz, nie trafisz na dziwną czcionkę, rozmazane zdjęcie albo ulewę w bok.
Większość ludzi pomija jedno: narzędzia OCR na komputerze. Jeśli masz pod ręką peceta lub Maka, spróbuj Czytnika ABBYY Dobrze lub nawet darmowej wersji Online OCR. Prześlij obraz, wyciągnij tekst, potem wrzuć go do DeepL albo innego tłumacza wg własnego wyboru. Szczerze, radzą sobie z cieniami i dziwnymi kątami trochę lepiej niż telefon, szczególnie jeśli masz długi dokument.
Albo – choć to szalone – czasem sprawdza się zwykłe, stare podejście: wpatrywanie się w ekran i ręczne przepisanie fragmentu tekstu do tłumacza, jeśli automaty nieustannie wszystko kaleczą. Wiem, to nie jest szybkie, ale jeśli zależy Ci na czymś dokładnym, a obrazek jest pokręcony, to lepsze niż poziom porażki „Otwórz Fabrykę Bananów”.
Jeszcze jedno – nie zapominaj o Wizji Bixby Samsunga (jeśli masz Galaxy), bo czasem wychwytuje to, co Oko Google pomija. Ale szczerze, nawet „najlepsze” narzędzia polegną przy czymś pisanym ręcznie, artystycznym albo przy fatalnym oświetleniu.
TLDR: OCR, a potem tłumaczenie. Na trudne przypadki spróbuj programu na komputer. Zawsze sprawdź wszystko dwa razy, zanim, na przykład, wytatuujesz to sobie na ciele. Bądź sceptyczny. Magia tłumaczy wciąż potrzebuje kilku ulepszeń, zanim osiągnie poziom Statku Kosmicznego Federacji.